"niebo na wschodzie różowiło się odbiciem zachodzącego słońca, - góra jaroszowska z błękitnej stała się
mglisto-złotą - ukląkł u stóp starego dębu i całował nad ziemią złączone korzenie, które jak mądre, wiekowe węże
trwały w spokoju i zamyśleniu -
    Oparł Mikołaj czoło o szorstką korę pnia - i oto zeszła nań z gór i dolin modlitwa odległa, z przed tysiącleci -
modlitwa ziemi, która przybrała na się kształt wątłego chłopięcia:
    - błogosławione życie, które jest jedno we wszystkim - wieczne -
    - błogosławione oczy, które widzą ziemię i niebo -
    - błogosławione uszy, które słyszą szum lasu i szum krwi, śpiew ptaków i granie świerszczów -
    - błogosławione nozdrza, które chłoną zapach wód i łąk, zapach południa i zapach północy rozkwitłej gwiazdami -
    - błogosławiony język, który zna smak soli i miodu -
    - błogosławione ręce, które dotykają pnia dębowego, ciepła poranku i chłodu zachodniego zapadu -
    - błogosławione ciało - święty instrument zachwytów -
    - ziemio - ziemio - ziemio -
    - myśl doganiająca światło mknące w bezkresy -!- bądź ze mną! - zawsze!
    -
    Zagasła różowość nieba.
    Na wschodzie zabłysły pierwsze gwiazdy."
 

Emil Zegadłowicz
"Zmory"