Mieć znaczy być.Dręczące od dawna pytanie "mieć czy być" może się okazać pytaniem źle postawionym. Nie sposób na nie odpowiedzieć nie ujmując sobie czegoś " treści lub formy. Nie chodzi nawet o to, że "mieć" jest mniej wartościowe od "być". Zagrożeniem może być zarówno przywiązywanie się i uzależnianie od stanu posiadania, jak i przywiązanie do określonego sposobu bycia, do znanych schematów, skorup, ról... Chodzi o to, że to kluczowe pytanie można sformułować inaczej, a wtedy "mieć" będzie znaczyło również "być", że to jedno i to samo. Zależy od dialektyki, jaką się przyjmie.
Posługujemy się językiem stosownym do naszych poglądów. Poglądy stwarzają język i jednocześnie w tym języku można te poglądy wyrazić. Można wręcz mówić o subtelnym stwarzaniu świata językiem, słowami. Świat dostosowuje się do tego, w jaki sposób go opisujemy. Ale nie w sposób nieograniczony.
Nie ma języków lepszych i gorszych, lepiej lub gorzej opisujących świat, rzeczywistość " one w inny sposób opisują inne poglądy. Ich różnorodność może zrodzić chęć odnalezienia metajęzyka, jakiejś gramatyki leżącej u podstaw myślenia o świecie i wspólnej całej ludzkości. Gramatyki niezależnej od języka. Czyżby to poszukiwana Prawda?
Są tacy, co twierdzą, że nie ma tego metajęzyka, nie ma żadnej Prawdy do odkrycia na zewnątrz, bo nie może ona egzystować w oderwaniu od ludzkiego umysłu. Że prawdę można tylko stwarzać a nie odkrywać. Że prawda jest na zewnątrz wtedy, gdy uznajemy świat za dzieło istoty posługującej się własnym językiem.
Takie myślenie opiera się na złudnym przekonaniu, ze Prawda ogranicza się do prawdy logicznej. Istotnie, prawda logiczna dotyczy tylko języka. I zgadzam się, że Prawdy nie da się sformułować w żadnym języku, bo nie ma "najlepszego języka". To prawda, że my mówimy a świat milczy " rzeczywistość manifestuje się w faktach, ale opis tych faktów jest domeną ludzką. Nie szukamy Prawdy w języku, ani najlepszego języka do wyrażenia Prawdy " szukamy języka jak najbardziej adekwatnego do wyrażenia poglądów, które chcemy w nim wyrazić.
Świat, rzeczywistość, Prawdę (można też nazwać TO Istotą Świata, Życiem) przesłaniają nam formy. Nie możemy poznać bezpośrednio " posługujemy się zmysłami, obcujemy z formami życia. Oczywiście to nie zaprzecza przecież faktowi, że Życie istnieje i że nie zdołamy go uchwycić, narysować, opisać w jeden sposób, który nazwiemy prawdziwym. Nawet w tzw. prostych organizmach, które obserwuje się przez mikroskop, nie można zobaczyć jakiejś cząstki, która byłaby Życiem.
Właściwie nie mam nic przeciwko uznawaniu, że świat jest tworem Boga (i wtedy można pisać: Bóg = rzeczywistość = Prawda), myślę jednak, że to bez znaczenia, czy zostaliśmy stworzeni czy wyewoluowaliśmy. Jednak w przypadku wiary w Boga istnieje silne niebezpieczeństwo, że indywidualną interpretację uznamy za Prawdę i zaczniemy ją głosić jako jedynie obowiązującą, jako tę, którą posługiwał się Bóg przy stwarzaniu. Jest to niczym nie usprawiedliwione nadużycie. Religie są po prostu różnymi interpretacjami.
Tolerancja dla innych interpretacji świata, wyrażanie różnych poglądów w różnych językach (w różny sposób) prowadzi do konkluzji, że nie ma błędnych poglądów, chyba, że są nielogiczne. Poglądy mogą prowadzić do niesłusznego postępowania, do krzywdzenia innych, do niedostrzegania różnych elementów świata, faktów, na które nie ma nazwy w danym języku, ale to nie poglądy są niesłuszne i błędne. Nie można sądzić poglądów.
Można więc dążyć do tego, aby dotrzeć do stanu, kiedy wszystko uznamy za manifestację Prawdy (Boga); do punktu, w którym rzeczywistość będziemy szanować mimo różnic w interpretacjach. Szukanie syntezy tych interpretacji będzie dążeniem do obiektywizmu. Jednakże obiektywizm nie jest Prawdą. Między Prawdą a obiektywnymi poglądami jest bariera faktów i form, nie do przekroczenia dla języka.
A jak inaczej postawić pytanie od którego zaczęłam " mieć czy być " jaką znaleźć dialektykę? Nie wiem. W moim języku jeszcze tego nie odkryłam...Lilith